top of page
Szukaj

Tarcza czy miecz? Hezbollah jako gwarant suwerenności Libanu wobec izraelskiej ekspansji militarnej. Analiza historyczna i geopolityczna.

(Dalsza część pod grafiką)


Wprowadzenie


W marcu 2026 roku armia libańska wycofała się z miejscowości Ain Ebel na południu kraju, chrześcijańskiego miasta w rejonie Bint Dżbeil, znajdującego się w pobliżu bazy UNIFIL, gdzie stacjonują między innymi żołnierze polscy. Teren ten niemal natychmiast znalazł się w zasięgu izraelskich operacji wojskowych. Izraelczycy, dążąc do stworzenia strefy buforowej na południu Libanu i wypchnięcia Hezbollahu za rzekę Litani, wysiedlili około 600 tysięcy mieszkańców. Izraelscy politycy otwarcie mówią o przesunięciu granicy państwowej do Litanii, co oznaczałoby de facto aneksję znacznej części terytorium suwerennego państwa.

W tym kontekście powraca pytanie, które libańska polityka zadaje sobie od dekad: kto broni Libanu, gdy państwo libańskie nie jest w stanie tego robić samo? Odpowiedź, którą historia powtarza konsekwentnie, brzmi: Hezbollah. Nie jest to odpowiedź prosta ani wolna od kontrowersji. Ale jest to odpowiedź, którą narzuca analiza faktów.


I. Geneza Hezbollahu - dziecko izraelskiej inwazji


Żeby zrozumieć rolę Hezbollahu w libańskiej polityce bezpieczeństwa, trzeba zacząć od początku, a początkiem jest izraelska inwazja na Liban z 1982 roku.

Operacja "Pokój dla Galilei", zapoczątkowana 6 czerwca 1982 roku pod dowództwem ministra obrony Ariela Szarona, miała oficjalnie na celu zniszczenie infrastruktury Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP) operującej z terytorium libańskiego. W praktyce izraelskie wojska dotarły aż do Bejrutu, dokonując oblężenia stolicy i doprowadzając do ewakuacji bojowników OWP z Libanu. Przy cichym przyzwoleniu izraelskiego dowództwa milicje chrześcijańskich Falangestów dokonały masakry w palestyńskich obozach uchodźców Sabra i Szatila, jednej z najbardziej haniebnych zbrodni wojennych na bliskim wschodzie. Zginęło od 800 do 3500 cywilów.

Izrael nie wycofał się po osiągnięciu deklarowanych celów. Ustanowił strefę okupacyjną na południu Libanu, powołał kolaborancką Armię Południowego Libanu (SLA) i zainstalował wieloletnią obecność wojskową na terytorium suwerennego państwa. Okupacja ta trwała osiemnaście lat.

To właśnie w odpowiedzi na tę inwazję, przy wsparciu irańskich Strażników Rewolucji, którzy w 1982 roku przybyli do doliny Bekaa, narodził się Hezbollah. Jego założycielski manifest z 1985 roku wprost definiował organizację jako ruch oporu przeciwko izraelskiej okupacji. Nie było w tym żadnej ideologicznej abstrakcji - był konkretny wróg, konkretne terytorium i konkretna odpowiedź.

Hezbollah nie powstał w próżni ani nie był importowanym produktem irańskiej rewolucji przeszczepionym na libański grunt. Wyrósł z realnego doświadczenia libańskich szyitów z południa kraju, czyli najbardziej zapomnianej i najuboższej wspólnoty w libańskiej mozaice wyznaniowej, którzy jako pierwsi doświadczali izraelskich bombardowań, wysiedleń i represji. Państwo libańskie było zbyt słabe, zbyt podzielone i zbyt pogrążone we własnej wojnie domowej, by im pomóc. Hezbollah wypełnił tę próżnię.


II. Osiemnaście lat oporu od 1982 do 2000 roku


Okres izraelskiej okupacji południa Libanu to osiemnaście lat asymetrycznej wojny, w której Hezbollah stopniowo budował swoją pozycję jako jedyna siła zdolna do skutecznego stawiania oporu.

Taktyki stosowane przez Hezbollah w tym okresie; zasadzki na konwoje, ataki samobójcze na izraelskie pozycje, ostrzał rakietowy - były przez zachodnich obserwatorów często kategoryzowane wyłącznie jako terroryzm. Ta kategoryzacja, choć nie pozbawiona podstaw w odniesieniu do niektórych operacji, ignoruje kluczowy kontekst: Hezbollah operował na terytorium własnego kraju, zajętym przez obcą armię. Międzynarodowe prawo humanitarne uznaje prawo do zbrojnego oporu wobec obcej okupacji i to prawo było tu egzekwowane.

Kluczowym momentem było stopniowe przejmowanie przez Hezbollah kontroli nad terenami, z których wycofywała się SLA. Kolaborancka armia generała Antuana Lahada przez lata postrzegana przez Izrael jako gwarant stabilności strefy buforowej, zaczęła się rozpadać pod presją operacji Hezbollahu. Dezercje nasilały się, morale spadało.

24 maja 2000 roku Izrael ogłosił jednostronne wycofanie się z Libanu. Nie było traktatu pokojowego. Nie było porozumienia. Była ucieczka, gdzie w ciągu kilku dni izraelskie wojska i tysiące libańskich kolaborantów ewakuowały się w pośpiechu, a bojownicy Hezbollahu wkraczali do opuszczonych pozycji. Sekretarz Generalny ONZ potwierdził pełne wycofanie się Izraela do uznanych granic międzynarodowych.

W całym arabskim i muzułmańskim świecie wycofanie to odczytano jednoznacznie: po raz pierwszy w historii nowożytnej armia izraelska została zmuszona do odwrotu nie przez konwencjonalne wojsko innego państwa, lecz przez ruch partyzancki. Dla Hezbollahu był to moment założycielski jego politycznej legendy. Dla Libanu było to odzyskanie suwerenności nad własnym terytorium, którego nie był w stanie wywalczyć żaden inny podmiot.


III. Wojna 2006 roku - pyrrusowe zwycięstwo Izraela


Latem 2006 roku Izrael po raz kolejny najechał Liban. Bezpośrednim pretekstem było pojmanie przez Hezbollah dwóch izraelskich żołnierzy w przygranicznym incydencie 12 lipca 2006 roku. Izraelska odpowiedź była nieproporcjonalna do prowokacji (Co też było widać w 2023 roku) i jak później ujawniono, była realizacją wcześniej przygotowanych planów operacyjnych.

Przez 34 dni izraelskie lotnictwo i siły lądowe prowadziły intensywne operacje militarne na terytorium Libanu. Zbombardowano infrastrukturę kraju, lotnisko bejruckie, mosty, elektrownie, dzielnice mieszkalne. Zginęło ponad 1200 Libańczyków, przytłaczająca większość to byli cywile. Ponad milion osób zostało wysiedlonych. Zniszczenia materialne szacowano na dziesiątki miliardów dolarów.

Hezbollah odpowiadał ostrzałem rakietowym terytorium Izraela. Ponad 4000 rakiet przez całe 34 dni, docierając do Hajfy i dalej na południe. Po raz pierwszy w historii północny Izrael doświadczył masowych ewakuacji cywilów i paraliżu życia codziennego. Zginęło 44 izraelskich cywilów i 119 żołnierzy.

Izraelskie siły lądowe wkraczając na południe Libanu, napotkały na opór, którego nie przewidywały. Hezbollah, doskonale zakorzeniony w lokalnym terenie, prowadził skuteczną obronę w rejonach takich jak właśnie Bint Dżbeil - miasto, które dziś znowu jest na pierwszych stronach gazet. Izraelska operacja lądowa poniosła znaczące straty i nie osiągnęła zakładanych celów.

Rozejm ogłoszony 14 sierpnia 2006 roku, na mocy rezolucji ONZ nr 1701, był w powszechnej ocenie dyplomatyczną i militarną porażką Izraela. Hezbollah nie został rozbrojony. Sekretarz Generalny Hezbollahu Hassan Nasrallah ogłosił "boskie zwycięstwo" i choć ocena ta była przesadzona, zawierała ziarnko prawdy: organizacja przetrwała i zachowała zdolność bojową mimo całej potęgi izraelskiej machiny wojennej.

Co kluczowe dla analizy libańskiej perspektywy: armia libańska przez całe 34 dni konfliktu nie uczestniczyła w walce. Nie dlatego, że nie chciała bronić kraju, ale dlatego, że była zbyt słaba, źle wyposażona i zbyt podzielona wewnętrznie, by to zrobić. Hezbollah był jedyną siłą, która stanęła naprzeciw izraelskiej armii. Jedyną.


IV. Struktura libańskiej bezsilności. dlaczego państwo nie potrafi się bronić?


Żeby zrozumieć trwałość roli Hezbollahu jako de facto gwaranta bezpieczeństwa na południu Libanu, konieczne jest zrozumienie strukturalnej słabości państwa libańskiego.

Liban funkcjonuje w oparciu o system konfesyjny ustanowiony Paktem Narodowym z 1943 roku i zmodyfikowany Porozumieniem z Taif z 1989 roku. Podział władzy między maronitów, sunnitów i szyitów, który jest utrwalony w instytucjach państwowych, sprawia, że każda decyzja polityczna wymaga wieloetnicznego konsensusu, który w obliczu kryzysu jest niezwykle trudny do osiągnięcia. Armia libańska, celowo utrzymywana jako siła słaba i wewnętrznie zrównoważona konfesyjnie, nigdy nie była projektowana jako narzędzie obrony terytorialnej przed zewnętrzną agresją.

Do tego dochodzi chroniczne niedofinansowanie, wieloletni kryzys gospodarczy prowadzący do faktycznego upadku państwa po 2019 roku i wreszcie polityczna niemożność. Każda decyzja o użyciu armii musiałaby uzyskać poparcie wszystkich frakcji parlamentarnych, co w kontekście podziałów w sprawie Izraela jest nierealne.

W tej próżni - przez Arabów trafnie nazwanej "libańską trapezą słabości" - Hezbollah zbudował przez dekady równoległy system bezpieczeństwa. Z własną armią, własnym wywiadem, własną siecią logistyczną i co kluczowe z własną legitymizacją społeczną na południu kraju, gdzie państwo libańskie nigdy nie było obecne w znaczący sposób.


V. 2024-2025 historia się powtarza


Obecna sytuacja na południu Libanu jest w wielu wymiarach powtórzeniem wcześniejszych schematów z tą różnicą, że kontekst regionalny jest bardziej złożony, a izraelskie ambicje terytorialne jawnie wyrażone.

Po ataku Hamasu 7 października 2023 roku Hezbollah otworzył "front wsparcia" dla Gazy, prowadząc od listopada 2023 roku wymianę ognia z Izraelem wzdłuż granicy libańskiej. We wrześniu 2024 roku Izrael dokonał serii zamachów na przywódców Hezbollahu, w tym zabójstwa Hassana Nasrallaha i rozpoczął operację lądową na południu Libanu. Rozejm z listopada 2024 roku miał zakończyć walki i doprowadzić do wycofania się Hezbollahu za Litani.

Jednak wiosną 2025 roku izraelska armia nadal operuje na terytorium libańskim, zajmując kolejne miejscowości, a armia libańska wycofuje się z pozycji, które miała obsadzić zgodnie z porozumieniem. Ain Ebel, miasto chrześcijańskie, symbol wielowyznaniowego południa Libanu stało się kolejnym symbolem izraelskiego posuwania się naprzód i libańskiej bezsilności.

Izraelscy politycy mówią otwarcie o przesunięciu granicy do Litani. To nie jest retoryka, to zapowiedź trwałej zmiany terytorialnej, która oznaczałaby aneksję kilkuset kilometrów kwadratowych libańskiego terytorium i likwidację kilkudziesięciu miejscowości.

W tym kontekście Hezbollah, który jest osłabiony, pozbawiony historycznego przywództwa i z uszczuploną infrastrukturą, pozostaje jedyną siłą zbrojną, która w ogóle stawia opór izraelskiemu posuwaniu się naprzód. Zasadzka pod Bint Dżbeil, w której zginęło czterech izraelskich żołnierzy, jest tego potwierdzeniem.


VI. Między tarczą a kontrowersją. Uczciwa analiza


Rzetelna analiza nie może pomijać złożoności roli Hezbollahu. Organizacja jest klasyfikowana jako terrorystyczna przez Stany Zjednoczone, Unię Europejską i szereg innych państw. Jej działania poza Libanem - ataki na cele żydowskie i izraelskie na świecie, zaangażowanie w wojnę w Syrii po stronie Assada - wykraczają daleko poza narrację ruchu oporu.

Wewnątrz Libanu Hezbollah jest równocześnie partią polityczną, siecią społeczną, dostawcą usług dla szyickiej biedoty i siłą militarną działającą poza kontrolą państwa. Ta wielowymiarowość sprawia, że proste kategorie "terroryści" lub "wyzwoliciele" są niewystarczające.

Niemniej jednak, gdy pytamy o konkretną, historycznie powtarzającą się funkcję Hezbollahu wobec izraelskich operacji militarnych na terytorium Libanu, odpowiedź historii jest jednoznaczna: był i pozostaje jedyną siłą, która skutecznie stawia temu opór. Nie dlatego, że inne siły nie chciały, ale dlatego, że inne siły nie były, nie są i zapewne nie będą w stanie.


Podsumowanie


Wycofanie armii libańskiej z Ain Ebel w marcu 2026 roku to nie anomalia, to kontynuacja wielodekadowego wzorca. Liban jest państwem zbyt słabym strukturalnie, by bronić własnych granic przed Izraelem. Społeczność międzynarodowa; UNIFIL, ONZ czy zachodnie mocarstwa wielokrotnie dowodziły, że ich obecność zapewnia obserwację, ale nie ochronę.

W tej rzeczywistości Hezbollah, ze wszystkimi swoimi sprzecznościami i kontrowersjami, pełni funkcję, której nikt inny nie jest w stanie pełnić: funkcję zbrojnego oporu wobec izraelskiej ekspansji terytorialnej. Historia 1982–2000, historia 2006 roku i bieżące wydarzenia mówią tym samym głosem.

Pytanie, które świat powinien sobie zadać, brzmi nie tylko "czym jest Hezbollah", ale przede wszystkim: dlaczego po ponad czterdziestu latach izraelskich inwazji, okupacji i operacji militarnych na terytorium suwerennego państwa, społeczność międzynarodowa nadal nie wypracowała żadnego mechanizmu rzeczywistej ochrony Libanu?

Dopóki odpowiedź na to pytanie nie padnie, południe Libanu będzie miało tylko jednego obrońcę.

Artykuł przygotowany przez dział analityczny Fundacji Bliski Wschód.

 
 
 

Komentarze


bottom of page